Filmy
Make Goals not War, Hallowed by thy Game
Kup bilet

Make Golas Not War
reż. Matias Margulis, Kanada 2007, 29 min
Czysta, niezmącona niczym wiara w możliwość zaprowadzenia światowego pokoju jest tym, co najważniejsze w życiu pewnego młodego Kanadyjczyka argentyńskiego pochodzenia. Równie ważna jest jeszcze tylko piłka nożna. W 2006 roku Maty Campeonisimo wyrusza do Niemiec, by podczas Mistrzostw Świata w piłce nożnej namawiać tysiące ludzi – kibiców, sportowców i polityków: „Strzelajcie do bramek, a nie z karabinu”!
Angielski tytuł filmu to oczywista parafraza hippisowskiego „Make love, not war”. Sam Maty – będący w rzeczywistości filmowym alter-ego reżysera Matiasa Margulisa, również wydaje się być przybyszem z nieco innej epoki. Różowy dres i wąsy rodem z końca lat 80-tych ubiegłego wieku podtrzymują mocno żartobliwą konwencję filmu, jednak jego twórcy sięgają o wiele głębiej. Spod powierzchni żartu nieustająco wypływają na światło dzienne ich rzeczywiste, całkowicie poważne cele: zwrócić uwagę świata na toczące się współcześnie konflikty zbrojne i szukać realnych dróg do ich zakończenia. Maty Campeonisimo ma do zaproponowania własne rozwiązanie – a co, jeśli międzynarodowe problemy będziemy rozwiązywać na boisku? Wizja piłki nożnej jako sposobu na komunikację ponad podziałami jak nigdzie indziej rysuje się właśnie podczas Mistrzostw Świata. Maty wyrusza do Niemiec na najprawdziwszą w świecie misję pokojową, uzbrojony w długopis i petycję przetłumaczoną na 20 języków. Towarzyszymy mu w tej niezwykłej wyprawie, podczas której dociera ze swoim przesłaniem do tysięcy ludzi – począwszy od wyłuskiwanych z tłumu roztańczonych kibiców, a skończywszy na ówczesnym Sekretarzu Generalnym ONZ i prezesie FIFA. Maty – na poły performer, na poły błędny rycerz - urzeka swoją prostodusznością i determinacją do zmiany świata na lepsze. Pozytywna energia rozentuzjazmowanego tłumu utwierdza go w tej walce.
Make golas not war to coś więcej, niż film – to realizowane wciąż przez twórców filmowych projekt – wciąż zbierane są podpisy, a Maty/Matias przygotowuje się do przyszłorocznych Mistrzostw i cały czas mocno wierzy w swoje przesłanie – nawet, gdy Niemcy wygrywają z Argentyną w walce o półfinał.
Hallowed be thy Game
reż. Mark Dowd, Wielka Brytania 2004, 59 min
Film Marka Dowd’a to przewrotny i kontrowersyjny dokument stawiający przede wszystkim pytania dotyczące piłki nożnej i religii, ale także odnoszące się do współczesnego społeczeństwa i jego potrzeb duchowych, które w dzisiejszych czasach mogą być zaspokajane między innymi poprzez kibicowanie drużynie piłki nożnej.
Postawione na wstępie pytanie, porównujące football do religii, wydaje się nieco absurdalne. Ale czy faktycznie tak jest?
Co tak naprawdę jest fundamentem religii? Jaki jest jej trzon, istota? Bo, jeżeli wiara, to wśród fanów piłki nożnej na pewno jej nie brakuje. Jeżeli potrzeba koncentracji wokół szeroko rozumianej sfery sacrum, to znów - fani footballu dostarczają jednoznacznych dowodów na to, że piłka jest dla nich sacrum. Jeżeli traktować wiarę (religię) jako sposób na życie – przypatrzmy się historii jednego z najbardziej zdeklarowanych kibiców, który całe życie podporządkował swojemu ukochanemu zespołowi, dla piłki poświęcił nawet rodzinę.
Tym tropem możemy iść dalej. Tak właśnie zrobił reżyser tego niezwykle zabawnego i zmuszającego do refleksji filmu. Mark Dowd zgłębia szereg zagadnień związanych z religią, pokazując jednocześnie identyczne problemy występujące w piłce nożnej.
Sam będąc wieloletnim fanem footballu, przeprowadza logiczny wywód, posiłkując się wywiadami z piłkarzami, managerami, fanami, księdzem, a także w zabawny sposób zestawiając dokumentalne fragmenty filmów dotyczących wiary i kościoła z urywkami meczów, reakcji piłkarzy, trenerów i kibiców. Efekt humorystyczny tworzy właśnie owo zestawienie, które w formie wizualnej bardzo jasno udowadnia podobieństwa pomiędzy religią a footballem.
Połączenie religii z piłką nożną może prowadzić do absurdów, takich, jak zbiorowa modlitwa w intencji ozdrowienia Davida Beckhama przed ważnym meczem. Innym absurdem, poniekąd udowadniającym tezę autora, jest argentyński kościół Diego Maradony.
Reżyser udowadnia również, że piłka nożna może być substytutem pewnego rodzaju duchowości, jeżeli tylko umiemy z niej wyciągnąć to, co ważne i piękne, a nie zostaniemy pseudokibicami, których Dawd w filmie porównuje do fundamentalistów religijnych.
Kup bilet

Make Golas Not War
reż. Matias Margulis, Kanada 2007, 29 min
Czysta, niezmącona niczym wiara w możliwość zaprowadzenia światowego pokoju jest tym, co najważniejsze w życiu pewnego młodego Kanadyjczyka argentyńskiego pochodzenia. Równie ważna jest jeszcze tylko piłka nożna. W 2006 roku Maty Campeonisimo wyrusza do Niemiec, by podczas Mistrzostw Świata w piłce nożnej namawiać tysiące ludzi – kibiców, sportowców i polityków: „Strzelajcie do bramek, a nie z karabinu”!
Angielski tytuł filmu to oczywista parafraza hippisowskiego „Make love, not war”. Sam Maty – będący w rzeczywistości filmowym alter-ego reżysera Matiasa Margulisa, również wydaje się być przybyszem z nieco innej epoki. Różowy dres i wąsy rodem z końca lat 80-tych ubiegłego wieku podtrzymują mocno żartobliwą konwencję filmu, jednak jego twórcy sięgają o wiele głębiej. Spod powierzchni żartu nieustająco wypływają na światło dzienne ich rzeczywiste, całkowicie poważne cele: zwrócić uwagę świata na toczące się współcześnie konflikty zbrojne i szukać realnych dróg do ich zakończenia. Maty Campeonisimo ma do zaproponowania własne rozwiązanie – a co, jeśli międzynarodowe problemy będziemy rozwiązywać na boisku? Wizja piłki nożnej jako sposobu na komunikację ponad podziałami jak nigdzie indziej rysuje się właśnie podczas Mistrzostw Świata. Maty wyrusza do Niemiec na najprawdziwszą w świecie misję pokojową, uzbrojony w długopis i petycję przetłumaczoną na 20 języków. Towarzyszymy mu w tej niezwykłej wyprawie, podczas której dociera ze swoim przesłaniem do tysięcy ludzi – począwszy od wyłuskiwanych z tłumu roztańczonych kibiców, a skończywszy na ówczesnym Sekretarzu Generalnym ONZ i prezesie FIFA. Maty – na poły performer, na poły błędny rycerz - urzeka swoją prostodusznością i determinacją do zmiany świata na lepsze. Pozytywna energia rozentuzjazmowanego tłumu utwierdza go w tej walce.
Make golas not war to coś więcej, niż film – to realizowane wciąż przez twórców filmowych projekt – wciąż zbierane są podpisy, a Maty/Matias przygotowuje się do przyszłorocznych Mistrzostw i cały czas mocno wierzy w swoje przesłanie – nawet, gdy Niemcy wygrywają z Argentyną w walce o półfinał.
Hallowed be thy Game
reż. Mark Dowd, Wielka Brytania 2004, 59 min
Film Marka Dowd’a to przewrotny i kontrowersyjny dokument stawiający przede wszystkim pytania dotyczące piłki nożnej i religii, ale także odnoszące się do współczesnego społeczeństwa i jego potrzeb duchowych, które w dzisiejszych czasach mogą być zaspokajane między innymi poprzez kibicowanie drużynie piłki nożnej.
Postawione na wstępie pytanie, porównujące football do religii, wydaje się nieco absurdalne. Ale czy faktycznie tak jest?
Co tak naprawdę jest fundamentem religii? Jaki jest jej trzon, istota? Bo, jeżeli wiara, to wśród fanów piłki nożnej na pewno jej nie brakuje. Jeżeli potrzeba koncentracji wokół szeroko rozumianej sfery sacrum, to znów - fani footballu dostarczają jednoznacznych dowodów na to, że piłka jest dla nich sacrum. Jeżeli traktować wiarę (religię) jako sposób na życie – przypatrzmy się historii jednego z najbardziej zdeklarowanych kibiców, który całe życie podporządkował swojemu ukochanemu zespołowi, dla piłki poświęcił nawet rodzinę.
Tym tropem możemy iść dalej. Tak właśnie zrobił reżyser tego niezwykle zabawnego i zmuszającego do refleksji filmu. Mark Dowd zgłębia szereg zagadnień związanych z religią, pokazując jednocześnie identyczne problemy występujące w piłce nożnej.
Sam będąc wieloletnim fanem footballu, przeprowadza logiczny wywód, posiłkując się wywiadami z piłkarzami, managerami, fanami, księdzem, a także w zabawny sposób zestawiając dokumentalne fragmenty filmów dotyczących wiary i kościoła z urywkami meczów, reakcji piłkarzy, trenerów i kibiców. Efekt humorystyczny tworzy właśnie owo zestawienie, które w formie wizualnej bardzo jasno udowadnia podobieństwa pomiędzy religią a footballem.
Połączenie religii z piłką nożną może prowadzić do absurdów, takich, jak zbiorowa modlitwa w intencji ozdrowienia Davida Beckhama przed ważnym meczem. Innym absurdem, poniekąd udowadniającym tezę autora, jest argentyński kościół Diego Maradony.
Reżyser udowadnia również, że piłka nożna może być substytutem pewnego rodzaju duchowości, jeżeli tylko umiemy z niej wyciągnąć to, co ważne i piękne, a nie zostaniemy pseudokibicami, których Dawd w filmie porównuje do fundamentalistów religijnych.

