Filmy
War Photographer
Kup bilet

War Photographer
reż. Christian Frei, Szwajcaria 2001, 96 min
Jeśli twoje zdjęcia nie są wystarczająco dobre, to znaczy, że nie jesteś wystarczająco blisko. To zdanie Roberta Capa, jednego z najważniejszych fotoreporterów wojennych XX wieku, otwiera film, którego bohaterem jest współczesny fotograf od 20 lat zajmujący się robieniem zdjęć w miejscach ogarniętych wojną.
W pierwszych ujęciach filmu widzimy James’a Nachtwey’a podczas pracy i nie mamy wątpliwości, że on od dawna jest już maksymalnie blisko.
Dzięki operatorowi kamery, który przez 2 lata towarzyszył Nachtwey’owi w jego podróżach, a przede wszystkim dzięki mikrokamerze umieszczonej na aparacie fotograficznym, także mamy możliwość poczuć się tak blisko, jak blisko może czuć się sam bohater. Nachtwey raz znajduje się na linii frontu, pomiędzy strzelającymi do siebie stronami, innym razem jest świadkiem tragedii rodzinnych, ulicznych linczów, dokumentuje miejsca masowych zbrodni lub skrajnie biedne rejony Trzeciego Świata.
Przejmujące są co najmniej dwa aspekty tego filmu. Po pierwsze możliwość uczestniczenia w momentach robienia zdjęć. Dzięki temu przestają być one jedynie obrazem. Zaczyna ożywać historia, która jest na nich uwieczniona. Z większą świadomością zaczynamy myśleć o tym, że te rzeczy dzieją się naprawdę i, podobnie do Nachtwey’a, moglibyśmy być w danym miejscu i doświadczać tego, co przeżywają jego bohaterowie.
Drugim przejawem wyjątkowości filmu jest postać samego bohatera, jego niesamowita skromność i introwertyzm w traktowaniu własnej osoby. Wydawać by się mogło, że tak bliskie doświadczanie tragedii wojennych mogłoby albo doprowadzić do chronicznej depresji i szybkiego wypalenia emocjonalnego, albo do cynizmu charakterystycznego dla tak zwanych hien, osób żądnych sensacji, które będzie można przełożyć na wymierny zarobek. Natomiast w postawie Natchtwey’a wciąż jest obecna pokora w stosunku do rzeczywistości. Dwadzieścia lat obserwowania wszelkiego rodzaju wojen nie pozbawiło tego człowieka empatii, pozostawiło w nim wrażliwość niezbędną do robienia nie tylko dobrych zdjęć, co do obcowania z ofiarami w sposób, który, jak widać na filmie, nie jest dla nich uwłaczający.
Najbardziej poruszające jest jednak jeszcze coś innego – ciągłe poczucie misji bohatera, którego zdaniem fotografia ma służyć przekazywaniu ludziom tego, czego nie mogą zobaczyć na własne oczy. Po to, aby świat stał się dla wszystkich lepszym miejscem do życia.
Kup bilet

War Photographer
reż. Christian Frei, Szwajcaria 2001, 96 min
Jeśli twoje zdjęcia nie są wystarczająco dobre, to znaczy, że nie jesteś wystarczająco blisko. To zdanie Roberta Capa, jednego z najważniejszych fotoreporterów wojennych XX wieku, otwiera film, którego bohaterem jest współczesny fotograf od 20 lat zajmujący się robieniem zdjęć w miejscach ogarniętych wojną.
W pierwszych ujęciach filmu widzimy James’a Nachtwey’a podczas pracy i nie mamy wątpliwości, że on od dawna jest już maksymalnie blisko.
Dzięki operatorowi kamery, który przez 2 lata towarzyszył Nachtwey’owi w jego podróżach, a przede wszystkim dzięki mikrokamerze umieszczonej na aparacie fotograficznym, także mamy możliwość poczuć się tak blisko, jak blisko może czuć się sam bohater. Nachtwey raz znajduje się na linii frontu, pomiędzy strzelającymi do siebie stronami, innym razem jest świadkiem tragedii rodzinnych, ulicznych linczów, dokumentuje miejsca masowych zbrodni lub skrajnie biedne rejony Trzeciego Świata.
Przejmujące są co najmniej dwa aspekty tego filmu. Po pierwsze możliwość uczestniczenia w momentach robienia zdjęć. Dzięki temu przestają być one jedynie obrazem. Zaczyna ożywać historia, która jest na nich uwieczniona. Z większą świadomością zaczynamy myśleć o tym, że te rzeczy dzieją się naprawdę i, podobnie do Nachtwey’a, moglibyśmy być w danym miejscu i doświadczać tego, co przeżywają jego bohaterowie.
Drugim przejawem wyjątkowości filmu jest postać samego bohatera, jego niesamowita skromność i introwertyzm w traktowaniu własnej osoby. Wydawać by się mogło, że tak bliskie doświadczanie tragedii wojennych mogłoby albo doprowadzić do chronicznej depresji i szybkiego wypalenia emocjonalnego, albo do cynizmu charakterystycznego dla tak zwanych hien, osób żądnych sensacji, które będzie można przełożyć na wymierny zarobek. Natomiast w postawie Natchtwey’a wciąż jest obecna pokora w stosunku do rzeczywistości. Dwadzieścia lat obserwowania wszelkiego rodzaju wojen nie pozbawiło tego człowieka empatii, pozostawiło w nim wrażliwość niezbędną do robienia nie tylko dobrych zdjęć, co do obcowania z ofiarami w sposób, który, jak widać na filmie, nie jest dla nich uwłaczający.
Najbardziej poruszające jest jednak jeszcze coś innego – ciągłe poczucie misji bohatera, którego zdaniem fotografia ma służyć przekazywaniu ludziom tego, czego nie mogą zobaczyć na własne oczy. Po to, aby świat stał się dla wszystkich lepszym miejscem do życia.

